(22.07.2017) Dzisiaj jest sobota, dzisiaj odmawiamy: Tajemnice Radosne

Ostatnio dodane

Uczę się różańca

Kiedy myślę dziś o modlitwie na różańcu, która jest dla mnie ważna, chcę się podzielić trzema sprawami: tym, co istotne w różańcu, tym, co trudne, ale tylko pozornie, oraz tym, co najważniejsze. To co...

Tajemnice Różańca Świętego - krótka historia

W historii Różańca św. i rozważań tajemnic odznaczyły się szczególnie trzy wielkie postacie: św. Dominik Guzman, Alan Rupe, św. Ludwik Maria Grignon de Montfort.

Św. Dominik (1170—1221) był pierwszym wielkim szerzycielem nabożeństwa do Różańca św. Herezja albigensów siała zniszczenie w duszach. Głosiła ona istnienie dwóch początków wiecznych, odrębnych: Dobra i Zła. Stworzycieli dwóch światów będących w opozycji: Dobra i Materii. Wynikało z tego, że wcielenie się Syna Bożego jest niemożliwe: Materia wywodziła się od Złego, geniusz Dobra nie mógł przyjąć Ciała w łonie Dziewicy. Łatwą jest rzeczą przypuszczać, jakie straszne konsekwencje wynikały z takich błędnych zasad. Mając oficjalnie polecenie ewangelizacji tych heretyków, św. Dominik przebiegi południe Francji nie tylko oświecając nauką umysły lecz także rozgrzewając serca nabożeństwem do Różańca św.

Alan de Rupe (1428—1475) był częściowo organizatorem tego nabożeństwa. Silny swą wiedzą i swą gorliwością, poświęcił się ze wszystkich sił, aby dać nowy impuls do odmawiania Modlitwy Św., który poszedł prawie całkowicie w niepamięć. Czarna zaraza spustoszyła Europę, a schizma zachodnia podzieliła duchowieństwo i wiernych. Aby osiągnąć swój cel, uczony dominikanin pomyślał o Bractwie Różańca św. Dał w ten sposób temu nabożeństwu bardziej stałą bazę i jednocześnie położył tamę powstającej już prawie herezji protestanckiej.

Św. Ludwik Maria de Montfort (1673—1716), znany dzisiaj powszechnie ze swego wspaniałego dzieła pt. „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Maryi Panny", był także wielkim oratorem a omawiane przez niego Tajemnice Różańca Świętego cieszyły się dużym szacunkiem i zachęcały słuchaczy do rozważań. Tercjarz dominikański, zaczerpnął ze sławnej rodziny św. Dominika czułe nabożeństwo i głęboką znajomość treści Modlitwy św. i kontynuował jego rozwój przez przykład, pisma i przepowiadanie.

Francja, tym razem, walczyła z subtelnym błędem: Jansenizmem. Aby zwalczyć protestantyzm Jansenizm głosił konieczność dobrych czynów i zacieśniał drogę do zbawienia otworzoną zbyt szeroko przez luteranów. Pociągnięci pyszną gorliwością, uczniowie Jansena skończyli na szerzeniu błędów podobnych do tych, które głosili Protestanci: pesymizm odnośnie konsekwencji grzechu pierworodnego i przesadny optymizm odnośnie skuteczności nieprzezwyciężonej łaski: zbytnia rezerwa dotycząca rytów sakramentalnych i oddalenie się do kultu świętych a szczególnie Najśw. Dziewicy.

Montfort wyczuł niebezpieczeństwa tych błędów i z tytułu Misjonarza Apostolskiego, przyznanego mu przez Papieża Klemensa XI, zniszczył sobie zdrowie aby wykorzenić zło. Zimnej nauce Jansenistów, przedstawił miłość i miłosierdzie Boże, dobroć Jezusa, Odkupiciela na Kalwarii i pokarmu w Eucharystii, pośredniczą i macierzyńską działalność Najśw. Maryi Panny. I oto wypływa z jego serca: „Miłość Jezusa Mądrości wiecznej". „List do przyjaciół krzyża", i liczne pieśni o Eucharystii,(Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najśw. Dziewicy", „Przedziwny sekret Różańca św.

Pisanie było dla Montforta tylko nawiasem. Misjonarz z powołania był on przede wszystkim kaznodzieją. Głosił Jezusa, Syna Bożego wcielonego w łonie Najczystszej Dziewicy: Jezusa, Nowego Adama, który przyłączył Matkę swoją, Nową Ewę, do wielkiej zbawczej Ofiary, aby uczynić ją duchowo Matką wszystkich przybranych synów Bożych. Ukazał macierzyńskie pośrednictwo Maryi podporządkowując je głównemu Pośrednictwu Jezusa, jako wątek tajemnic Różańca św.

Uzbrojony w swoją wielką koronę (był nazywany - Ojcem wielkiej korony) nauczał nie tylko poprzez rozważane tajemnice różańca, swoim płomiennym słowem, nabożeństwa do Różańca św. Wszędzie po trochu ustanowił lub odnowił Bractwo Różańca św. i zapisał do nich chrześcijan każdej płci i pozycji społecznej. W rękach Montforta, korona Różańca św. stała się jakby łańcuchem miłości, który łączył między sobą mieszkańców tego samego miasta, tego samego rejonu i zapewniał stałe owoce jego apostolstwu. Niezmierzone było dobro zdziałane przez niego za pośrednictwem Modlitwy św. On sam potwierdził, że nigdy żaden grzesznik nie mógł oprzeć się jemu, kiedy posłużył się koroną Różańca św. aby go zdobyć.

Świat tak bardzo potrzebuje wziąć znowu w rękę Różaniec św. Wszyscy chrześcijanie niech się złączą z Maryją słodkim lecz potężnym węzłem Różańca św. w wielkiej krucjacie, aby zmiażdżyć raz jeszcze głowę wiecznego nieprzyjaciela zbawienia ludzi.

Trzeba aby też dzisiaj św. Montfort, swoim silnym i wymownym głosem, wołał do chrześcijan: Uzbrójcie się! Krzyż w jednej ręce. Różaniec w drugiej, walczcie dzielnie o najbardziej szlachetną sprawę, o chwałę Boga i Jego Matki!